Dni, które pamięta się do końca życia – Zespół Lyella.

Dni, które pamięta się do końca życia – choć ja kojarzę je z pewnymi czarnymi dziurami, bólem stawów i nieznanym terminem – Zespół Lyella.

Tak się zaczęło.

Nie chcę Cię zanudzać, dlatego ominę te nudne chwile i postaram się skupić na rzeczach istotnych.

Druga klasa liceum, za chwilę ten dzień, wchodzę w dorosłość, 18 urodziny, plany na przyszłość i ta niespodzianka. Niebywały prezent.

Do drzwi zapukała gorączka, a ból stawów zmusił do pozostania w łóżku. Temperatura nie spada, majaczę – dziwne uczucie nie rozpoznawać swoich bliskich.

Co dalej?

Karetka, oddział wewnętrzny, walka z czasem i morfina – tak też można świętować swoją pełnoletniość 😉

Podróż na sygnale do Lublina „pod wpływem” okazała się szybka, dziwna, a w rezultacie dla mnie obojętna. Uwieńczona „naćpanym” rapem nieprzyzwoitych kawałków. „Pęknięty jeż” mną zawładnął. I choć teraz wstydzę się podświadomego wyboru dość wulgarnej piosenki, to na tamte czasy stała się ona symbolem nadziei dla najbliższych.

Dojechała, żyje i z tego co widać ma świetną imprezę w swojej głowie – pomyśleli bliscy, podczas, gdy ja nie do końca wiedziałam ci jest grane.

Jak się okazało – „pacjentka w stanie ciężkim” przywieziona na oddział dermatologiczny po toksycznym zatruciu lekami. Diagnoza – zespół  Lyella https://pl.wikipedia.org/wiki/Toksyczna_nekroliza_naskórka – rokowania – nieznane.

Udało się, po trzech miesiącach intensywnej walki, przebywania w izolatce, nadszedł ten dzień. Powrót do domu. Nauka wszystkiego od początku – chodzenie, dotyk, rehabilitacja – myślę, że poszło sprawnie. Nauka w domu dobijała, ale przynajmniej można było wciskać moim edukacyjnym przewodnikom bajkę o tym, jak źle się czuje, choć tak naprawdę zawładnęło mną gigantyczne lenistwo. W rezultacie małe oszustwa i figle czasem poprawiają samopoczucie. Spokojnie, nadrobiłam materiał i w klasie maturalnej kontynuowałam naukę w szkole. Zespół Leyella pozostawił wiele w moim życiu.

Kolejne lata – niecałe dwa – nie przepowiadały nic złego. Jednak pierwszy rok studiów – udało sie, wymarzony AWF, jestem tam i przeżywam jedną z najlepszych przygód życia – okazał się początkiem życia w parze – obcowania z intruzem, który zostanie towarzyszem na zawsze – czy tego chcę czy nie. Znasz to powiedzenie ? Nie możesz mieć tego co lubisz? Polub to co masz. Tak więc, od tamtego czasu staramy się tolerować. Rozmawiać ze sobą, współpracować. I jak to w poważnym związku bywają konflikty i złość, ale na ogół staramy się zachować zimną krew i rozsądek, nie utrudniając sobie zbytnio wspólnego bycia.

Ja Tobie, Ty mnie. Ja i mój TOCZEŃ – jakoś się dogadamy.

Leki, badania, pewne ograniczenia i stosowanie się do niektórych, choć czasem uciążliwych zasad, pozwoliło nam zbudować relację trwałą. Związek, który niedługo będzie obchodził 13 – koronkową rocznicę.

Zanudziłam Cię? W porządku na chwilę obecną wystarczy. Ja i mój przyjaciel idziemy połknąć kolorowe cukierki trzymające nas przy życiu – i zdrowych zmysłach – przynajmniej tak mi się wydaje…

Na zakończenie fotka mojego codziennego asortymentu 🙂

Zespół Lyella. Codzienna dawka <a href=leków.” class=”wp-image-173″/>

http://a-zycie-sie-toczy.pl/zycie-z-toczniem-pierwsze-chwile/

http://a-zycie-sie-toczy.pl/operacja/

1 thought on “Dni, które pamięta się do końca życia – Zespół Lyella.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *