Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

Szpital Uniwersytecki w Krakowie Skawińska 8

Dalsze zmagania z chorobą.

Czas remisji był cudowny – chociaż niedługi, to pełen radości i uśmiechu. Jednak, jak wszystko – i to się musiało kiedyś skończyć. Kilka gorszych dni, niespodziewany odwrót sytuacji, ostry nawrót i nowy, teraz już zaprzyjaźniony oddział immunologiczny – Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

Sto lat, Sto lat…

12 styczeń – 24 urodziny, choć spokojne, spędzane w gronie rodzinnym to, jak zawsze celebrowane z radością. Tym razem obchodzone w domu rodzinnym, bez fety.  Przede wszystkim  w dobrym samopoczuciu i zdrowiu.

W przeciwieństwie do „święta – mojego małego jubileuszu” obchodzonego 6 lat wcześniej, wszystko miało pójść z górki. Czy tak było? Dwa dni później – ja, jako niespokojna dusza, byłam już w drodze do Krakowa. Kolejny tydzień był okresem zjazdów, egzaminów  studenckich i spotkań towarzyskich. Wcześniejszy przyjazd wiele odmienił – lecz czy na dobre czy złe? „Efekt motyla” – „wrażliwa zależność od warunków początkowych” – https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_motyla

Bez wątpienia było by inaczej.

Ostry dyżur! SOR ….. Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

Bez wątpienia zapamiętam ten dzień przez długie lata. Dzień ciężki, trudny i długi.

Po przybyciu do Krakowa, obowiązkowe spotkanie ze znajomymi. „Ploteczki”, piwko, muzyka. Coś już wtedy prawdopodobnie wisiało w powietrzu. Przede wszystkim ten dziwny ból. Znane ukłucie, niepokój i strach. Nieprzespana noc i na koniec bezradność, bezsilność i chwilowe zwątpienie.

Jutro na pewno będzie lepiej – nie było.

Egzamin – nie dla mnie. Tego dnia ani ja, ani „dwie dobre duszyczki” nie odstępujące mnie na krok –nie podjęłyśmy walki o zaliczenie – podjęłyśmy walkę o życie.

SOR to miejsce nie zbyt przyjazne. Kojarzone z długimi kolejkami, awanturami i wiecznym czekaniem.  Tak było i tym razem. Podczas gdy, ja traciłam siły, a każdy oddech był męczarnią, załoga szpitalna zajmowała się „po prostu pijanym mężczyzną” przywiezionym przez karetkę pogotowia.

„Czy jeśli wyjdziemy z koleżanką za róg, przewrócimy ją i zadzwonimy pod numer alarmowy, to przyjedzie transport i zostanie przyjęta szybciej?” – na pytanie koleżanki odpowiedź jest jasna. „Myślę, że tak!” – jednak ja nie miałam siły ruszyć się z poprzednio zajętego miejsca.

Przyjęta. Wreszcie. Prawdopodobnie to były jedne z najdłuższych chwil w moim życiu. Opisane na koniec zdaniem lekarza – „Dlaczego ta Pani nie była przyjęta wcześniej?”

Szpital im. Dietla.

To tam, rozpoczęła się moja przygoda z krakowskim leczeniem. Badania, kontrole, kroplówki i niecodzienni pacjenci. To oni przede wszystkim wpływają szczególnie na wrażenia z pobytu. To ich zachowanie i czyny uzupełniają Twoją chorobę. Tak było i teraz.

Mem - Pani pielęgniarko kroplówka się skończyła.
Prawdopodobnie najczęściej używany zwrot pacjentów.

Niezapomniane akcje biednej starszej Pani, cierpiącej na Alzhaimera – nocne krzyki i wyganianie innych pacjentów z łóżek – „Wstawać ku**a, co wy tu robicie, wyłazić z mojego domu, natychmiast!” czy jeszcze bardziej dziwne karmienie niewidocznych kotków – nie pomogły w odzyskiwaniu sił. A ja jeszcze bardziej pragnęłam opuścić to miejsce.

Po 9 dniach moje marzenie się spełniło. Czy było dobrze? Bez wątpienia lepiej. Jednak ze względu na stale utrzymujące się objawy chorobowe zostałam skierowana na oddział specjalistycznych Szpitala przy ulicy Skawińskiej.

Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

W przeciwieństwie do poprzedniej placówki, ta była niczym „królestwo”. Miła atmosfera, małe, trzyosobowe sale z łazienką i oczywiście fachowa opieka. Wszystkie potrzebne badania, specjaliści immunolodzy oraz poczucie bezpieczeństwa, to bardzo ważne czynniki wpływające na samopoczucie i psychikę pacjenta. Już wtedy wiedziałam, że to miejsce, w którym czuję się dobrze. I choć szpital z pewnością nie jest drugim domem, to ostatecznie dawał poczucie komfortu.

Mem - Drzewko szcześcia. Szpital Uniwersytecki w Krakowie.
Przede wszystkim humor. Trochę „czarnego” żartu.

To właśnie tu i teraz zaczynamy poważne leczenie. Leczenie niekiedy długie, męczące i skomplikowane. Jeszcze bardziej dopasowane do choroby, a przede wszystkim wysoko wyspecjalizowane. Będę tam bardzo częstym gościem…

Mem - przyjmowanie kopert.
Bez wątpienia.

Pamiętaj – ważnym aspektem jest walka. Na zakończenie bardzo ważne zdanie:

„SIŁA NIE MUSI OZNACZAĆ PRZEMOCY. ŻEBY BYĆ WOJOWNIKIEM, NIE MUSISZ KIEROWAĆ SIĘ PRAWEM PIĘŚCI.” – Beccka Fitzpatrick

http://a-zycie-sie-toczy.pl/leki-immunosupresyjne/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *