Wakacje na Korfu – greckie szaleństwo

A jednak. Po dość długim i męczącym, a przede wszystkim stresującym pobycie w szpitalu, spowodowanym rzutem skórnym choroby, udało się. Zgoda lekarzy na wyjazd – oczywiście ze szczególną ostrożnością – jak zawsze (●’◡’●). Kilka dni do wylotu – i czas zacząć – szalone, greckie wakacje na Korfu.

Wakacje na Korfu - zdjęcie panoramiczne Sidari.
Sidari – widok panoramiczny na klify

Najdłuższa podróż świata!

Planowanie podróży, jak również atrakcji związanych z pobytem w danym miejscu to moja działka. I choć najczęściej działania te zakończone są sukcesem, to mam wrażenie, że niektóre moje pomysły – a przy tym sama ja – zostaną znienawidzone przez współporuszających. Tym razem było podobnie.

Oszczędność pieniędzy wzięła górę, zawiły plan dotarcia na miejsce w każdym niemalże calu został przemyślany. Oczywiście przeze mnie i w mojej głowie. Czas realizacji!

Z Krakowa wyjazd o 5 rano na dworzec PKP, kolejno pociągiem do Poznania – bo taniej – rządza pieniądza, chęć przygody i możliwości czasowe – to główne aspekty tak dalekiej podróży. I choć samoloty na Korfu latają też z Krakowa, to przecież tak ciekawiej. 🙂 W Poznaniu szybka akcja wykupienia ubezpieczenia i przemieszczenie się na lotnisko. Udało się. Czekamy na lot. Moje gacie są prawie pełne – nienawidzę latać!!!! Ale po raz kolejny przełamując swoje lęki wsiadam do pełnego podjaranych turystów samolotu. 3 godzinna podróż i po sprawie. Może się nie rozwalimy – ta myśl mnie nigdy nie opuści. O tak! Jesteśmy – cali i zdrowi. Bez żadnych nieprzyjemnych przygód, żyje! Tylko co dalej?

Czekanie, czekanie…

Ta część planu była nieco niedopracowana. Lekkomyślna, a może nawet głupia. Zgadnij, która była godzina! Na nasze nieszczęście 12 w nocy! Lotnisko puste, większość turystów zapewniła sobie transport prosto do hotelu. Ale ja miałam inny plan. Poczekamy 🙂 Tak, dokładnie! Poczekamy na pierwszy autobus do miasta – genialne! Jednak nie do końca. Co robić? Idziemy na piwo – przy wyjściu z lotniska ku naszym oczom wyłoniła się przyjemna knajpka. To tylko kilka godzin – yhym. Okazało się ze to było jedne z najdłuższych kilku godzin. A zakupionych kilka piw, najdroższym napojem świata. Nie mówiąc już o tym, że przewyższyły cenę biletu lotniczego z Krakowa na Korfu. Ahoj przygodo!!

Po 7 godzinach spędzonych na ławce nadjechał wyczekiwany, upragniony, zbawicielski niebieski autobus. Teraz tylko do miasta, przejść na dworzec i Green Busem (na Korfu jest bardzo dobrze rozwinięta sieć tanich połączeń autobusowych – klimatyzowane autokary i busiki w kolorze zielonym) do miejsca docelowego SIDARI! Wakacje na Korfu uważam za rozpoczęte!!!!!!

Wakacje na Korfu – piękne widoki

Zielony autokar wysadził nas niemalże pod samym pensjonatem. Miasteczko Sidari, ogólnie nie jest wielką aglomeracją, jednakże 30 stopniowy upał, walizki i oczywiście chowanie się w cieniu, a także oznaki zmęczenia po 25 godzinnej podróży nakazywały, jak najszybciej dostać się na miejsce.

Swoją drogą, ciekawym jest, że mój organizm się tak zmobilizował. Chorując raczej potrzebuję bardzo dużej ilości snu. Zmęczenie przychodzi szybciej niż kiedyś, a niewygodna pozycja powoduje natychmiastowy, niemiłosierny ból stawów i ich opuchnięcie. Dałam radę! Ale wiem także, że tego rodzaju wyprawa to już dla mnie nie lada wyczyn.

Kilkugodzinny odpoczynek, drzemka, rozpakowywanie i można ruszać na podbój wyspy. Aleeee…….. najpierw trzeba zjeść. O tak! Próbowanie specjałów kuchni regionalnej, to dla mnie wielka przyjemność. W końcu sterydowy pochłaniacz lubi mieć pełny brzuszek 🙂 Niestety przyjmowane przeze mnie leki niekiedy robią ze mnie nienajedzonego pasibrzucha (na szczęście tylko po podwyższeniu dawki metypredu!). Tak więc kierunek tawerna!

Wakacje na Korfu - regionalna tawerna i dania
Wakacje na Korfu - grecka tawerna

Po obfitej obiadokolacji czas zwiedzić jedną z największych atrakcji tego regionu. Kanał Miłości – piękne klify, połażone nieopodal naszego apartamentu. Wieczorny wietrzyk, morska bryza i wreszcie powietrze, którym da się oddychać, umożliwiły spacer brzegiem morza. Cudowny spacer – chwile bez słońca dla mnie są zbawienne. I choć kocham ciepłą aurę oraz egzotyczny klimat, to myśl o kremie UV i chowaniu się w cieniu niekiedy psuje wizję beztroskiego wypoczynku.

Tak więc odziana w długi rękaw, czapkę i wszelkie akcesoria wakacyjne lecę. Słynny Canal D’Amour! Piękny, magiczny, bajkowy!!

Dobrze, że się nie zwaliłam z tych skał. To u mnie akurat bardzo prawdopodobne. Noga za nogą, wdrapywałam się na kolejne skały klifów. Niezapomniane wrażenie.

CIEKAWOSTKA

Szukasz miłości, jedynej, trwałej, wymarzonej? Rzuć się w otchłań wód greckiego Canal D ‚Amour. Przepłynięcie go wpław gwarantuje szczęśliwe życie miłosne. Tak bowiem głosi znana i chętnie opowiadana legenda. Podejrzewam, iż na potrzeby turystów, zwyczajem jest również pobyt w wodzie par. Zapewnia on stały i nieskazitelny związek.

Ja tym razem nie skakałam, jednakże legenda o wiecznej miłości – jak to ciekawa i ekscytująca opowiastka – tylko baba to łyknie – rozbudziła moją wyobraźnię. I tak właśnie w romantycznym, pełnym uśmiechu nastroju nadszedł czas, by udać się na zasłużony odpoczynek.

Wakacje na Korfu – słońce, plaża, morze i ja

Kolejne dni pobytu były totalną improwizacją. I choć słońce prażyło niemiłosiernie, moim marzeniem było wylegiwanie się na plaży. Tak! Niestety obsmarowana od uszu po paznokcie stóp kremem, który miał mnie ochronić przed promieniowaniem UV. Parasol, koszulka, czapka. Brrrrrr….. po wyjściu z wody i chowaniu się w cieniu nie jest najprzyjemniej. Podejrzewam, że byłam jedyną osobą na plaży, której było zimno. Powoli się przyzwyczajam 🙂 Na szczęście niezawodne parasolki dają możliwość bezpiecznego wylegiwania się i relaksu. Cudownie przygotowany basen przy apartamencie był spełnieniem moich najskrytszych marzeń. Leżaczki, bambusy, kawałek zacienionego brodzika – ja stąd nie wychodzę. Zabawa!!!

Po pewnej przygodzie wiem również jedno. Rowerek wodny poruszający się po morzu to jedna wielka tragedia. Przynajmniej nie na moje siły. Myślałam, że nigdy nie uda się wrócić do brzegu, a nogi odpadną razem z umieszczonym w biodrze tytanem 😛 Temu, który ma ze mną prowadzić ten rowerek, szczerze odradzam – syzyfowa praca 🙂

Wieczór grecki – zorba, śpiewy i tańce

Wieczorne atrakcje miasteczka, pozwalały porzucić się, jak na prawdziwej greckiej uczcie. Muzyka, życzliwość ludzi, jak również pyszne dania, z dumą wieńczyły każdy udany dzień. Chcę takich więcej. Chcę jeszcze choć raz zatańczyć zorbę !!!!



Wakacje na Korfu to nie tylko leniuchowanie. To także pełno innych atrakcji, zwiedzanie i odpoczynek. W kolejnym wpisie zapraszam Was kochani, do niesamowitej miejscowości Paleokastritsa, a także na niezapomniany rejs statkiem 🙂 To było szaleństwo 😛 Zatem do następnego !!! 🙂

Poprzednie wpisy:

http://a-zycie-sie-toczy.pl/z-zycia-codziennego/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *