Życie z toczniem! Pierwsze chwile.

Życie z toczniem niedługo po diagnozie.


Wydaje Ci się, że to dziwne? A może proste? Dla wielu nieosiągalne, a dla niektórych ciężkie.
Tak, życie z toczniem nie rozpieszcza, życie z toczniem daje po dupie. Wspólne bytowanie ogranicza i zabiera – zabiera wiele – ale jednocześnie daje coś w zamian [np. kilka kilogramów więcej 😠]. Daje niezłą lekcje życia. Naukę pokory, a przede wszystkim docenienia małych rzeczy.
Pierwsze miesiące z chorobą dla mnie również wydawały się końcem. Końcem wszystkiego, przekreśleniem planów i marzeń. Dziś już wiem, że tak nie jest. A poddanie się jest z pewnością najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić.
Studia – nie obyło się bez rocznego urlopu 😊 i zmiany profilu na zaoczny, ale tak! Twardo walczyłam do końca. Zatem uparcie dążąc do trochę nieosiągalnego celu – udało się 🥳Wiesz co pomogło ? Prawo jazdy, ulubiony, szybki samochód i dobra muza podczas wiecznych podróży pomiędzy uczelnią, szpitalem, a domem. https://www.youtube.com/watch?v=sYGhU11BtOQ. Z pewnością niektórzy z Was, dziwią się, zadając pytanie „Po co to wszystko? Dla mnie było jasne – nie poddam się.
Szpitalne nocne przechadzki, często urozmaicały czas w zamknięciu – po mocnych dawkach sterydów oraz cyklofosfamidu (cyklon mną rządzi 😊)  włącza się „chodzony” – a największym ówcześnie marzeniem było „spierd**olenie na hamburgera!” – skutki uboczne faszerowania lekami – grzech obżarstwa i kolejne kilogramy.

Nocne spacery…

Podczas jednej z wieczornych wycieczek – tułając się noga za nogą, zaszłam w same podziemia warszawskiego szpitala. Ciemne korytarze, cisza i echo stukotu kuli, którą przesuwałam w tempie każdego pojedynczego kroku. Nim się zorientowałam, już zabrnęłam za daleko. Ku mojemu zdziwieniu ukazał się napis „Prosektorium”, a wewnątrz sal rozpościerały się cienie wielkich, metalowych szaf… Tak moja wyobraźnia również zwariowała. Od tamtego czasu nie tułam się po mrocznych podziemiach. 🙂


Pobyty w szpitalach to również wiele dziwnych, często śmiesznych sytuacji. Sylwester na oddziale, próby przemytu procentów do kroplówki czy piknik w szpitalnym ogrodzie (z malutkim, malusieńkim, niskoprocentowy piwkiem – zachcianki niczym w ciąży – ale tą informację zachowajmy dla siebie 😅) to jedne z niewielu przygód, które umilały coraz bardziej dłużący się czas wizyt. Jesteście ciekawi kolejnych, niekiedy zadziwiająco nienormalnych akcji szpitalnych? Przyjdzie i na nie czas 😊

Czas wojny!


Pierwsze objawy tocznia podobnie, jak skutki leczenia dawały coraz mocniej znać o sobie, a moja głowa przeżywała stan totalnego bajzlu. Ześwirowałam? Z pewnością przez chwilę TAK! Śmiech i płacz towarzyszyły mi w tej drodze i pozostały do dziś. Na szczęście teraz płaczę najczęściej ze śmiechu.


„Uważajcie na ludzi, którzy się nie śmieją – są niebezpieczni.” Juliusz Cezar.

Jednak życie z toczniem może być ciekawe, normalne (w miarę) – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Z mojego punktu siedzenia po wyszukaniu różnych informacji, nabicia sobie głowy bzdurnymi wiadomościami, które nijak się miały do wyobrażeń mojej przyszłości, przyszedł czas na walkę! Walka na noże, walka na spojrzenia, walka na całego… A przede wszystkim wiara w siebie!

1 thought on “Życie z toczniem! Pierwsze chwile.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *